W tym świątecznym czasie, kiedy nasze obowiązki powinny przegrywać z rodziną i uczuciami, bądźmy dla siebie mili. Niech święta mijają Wam spokojnie i rodzinnie. Nasze świąteczne dni są w tym roku do reszty wyjazdowe. W zasadzie każdego dnia się przemieszczamy. O odpoczynku pomyślimy po... ;)
Mamy dziś 5 dzień grudnia, a to oznacza, że w dniu wczorajszym poległam. Niestety realne życie nie jest takie kolorowe i często wypadają nam rzeczy, których całkowicie nie planujemy. Ja nie planowałam wczoraj, że moje dziecko rozbije wargę i rozkwasi nos na przedszkolnej ścianie. Zostałam poinformowana o małym zadrapaniu pod nosem, natomiast odebrałam dziecko, które wyglądało jak po zderzeniu z czołgiem. Rozumiem, że każdy w pewnym momencie życia doświadcza różnych ran wojennych, ale moje dziecko robi to dosyć często. Osiwieć można... Po powrocie do domu dzień się całkowicie rozjechał, ponieważ ranne w boju przedszkolnym dziecko, padło na drzemkę, a każdy rodzic wie czym się kończy drzemka po godzinie 16. W zasadzie do 24 nie można liczyć na wolny wieczór, ale tym samy oszczędza się pieniądze na dniach darmowej dostawy, bo po prostu nie ma się czasu na internetowe zakupy. Jest pięknie ;)
Oprócz pijanych reniferów, suchych szyszkowych badyli i gwiazdek (które pośpiesznie zainstalowałam wczoraj na błyskawicznie umytym oknie w pokoju rannego dziecka) to tak naprawdę w domu nie mamy jeszcze ozdób świątecznych. Panuje za to nasz tygodniowy bałagan, nad którym w okolicy weekendu już w zasadzie trudno zapanować ;) Myślę, że w sobotę, o ile wreszcie przestaniemy być chorzy, ogarniemy chociaż trochę świąteczne klimaty. Tymczasem nie w głowie nam poczuć święta, bo po prostu staramy się dotrwać do końca tygodnia... Dziś moje dziecko poszło do przedszkola ze stygmatami na twarzy. Dzielnie pozowało do świątecznego zdjęcia, a pan fotograf obiecał, że po retuszu będzie wyglądała jak anioł! Mocno chcę w to wierzyć. Poczujmy magię tych Świąt... w krzywym zwierciadle witaj Święty Mikołaju;)
Jeżeli tak jak ja nie myślałyście wcześniej o pieczeniu pierniczków lub też po prostu nie miałyście na to czasu, to mam dla Was przepis, który jest idealny dla wszystkich spóźnialskich. Pierniczki z tego przepisu wychodzą zawsze, a dzięki temu, że używa się do nich sztucznego miodu ciasto nie wymaga leżakowania, a same pierniczki, jak na pierniczki, szybko miękną i dają się zjeść. Inspiracją do dzisiejszego wpisu były nasze zajęcia kulinarne w pracy, które odbywają się tematycznie zgodnie z motywem przewodnim każdego miesiąca. Oczywiście chyba nie muszę mówić kto te zajęcia kulinarne w Ośrodku koordynuje... Tak moi drodzy, Autysta też człowiek i uczy się gotować ;)
Kilka lat temu wypróbowałam kilka przepisów i jedynym jaki spełnia moje oczekiwania jest przepis z bloga mojewypieki.com*. Podstawowe składniki, łatwa receptura, dzięki którym (a potwierdza to dzisiejszy dzień) w ciągu godziny można wyczarować cudowne pierniczki. Pomijam cały proces lukrowania i misternego ozdabiania, bo niestety na to trzeba mieć bardzo dużo czasu ;)
Obiecałam sobie, że moje wyzwaniowe posty będą ukazywał się o godzinie 17. Jednak w tej chwili jest godzina 23:47, ja zaczynam pisać posta na dzień drugi. Lepiej późno niż wcale, więc mam nadzieję, że małe minutowe oszustwo będzie usprawiedliwione. Dzień nr dwa przynosi Świąteczną Wishlistę, którą ja na potrzeby własne zmodyfikuję chyba roboczo do listy grudniowej. Ograniczyłam ją celowo tylko do czterech pozycji.
Zara to zło wcielone i przeglądanie stron tego sklepu zawsze kończy się jakimś chciejostwem ubraniowym. Koszulkę ze słoniem Dumbo już mam, więc teraz kolej na coś bardziej kobiecego ;) Propozycji perfumowych miałabym wiele, jednak od jakiegoś czasu obok KENZO FLOWER BY KENZO, chodzi za mną Angel Eau Sucree. Biżuterię najczęściej kupuję w sklepie W.Kruk i niestety chociaż wysyłka zamówień woła o pomstę do nieba, to ja i tak, jak uzależniona do nich wracam ;) Wypatrzyłam w tym tygodniu piękny naszyjnik! ... i kolczyki do kompletu. Moim tegorocznym odkryciem biżuteryjnym jest sklep mollie.pl. Latem kupiłam tam naszyjnik z konstelacją Byka, tym razem wzdycham do minimalistycznych bransoletek w pastelowych kolorach.
Witaj grudniu! ...w wersji angielskiej rzuciłam dziś na Instagramie i tak całkiem nieśmiało postanowiłam rozpocząć mój #Blogmas2018. To już kolejny rok, kiedy czas trochę przyspieszy, trochę się skurczy, ale mam nadzieję, że zmobilizuje mnie do tego, by wywiązać się z wyzwania i trochę rozruszać to moje miejsce, które nie oszukujmy się poszło gdzieś na bok w biegu życia codziennego. Nie ukrywałam nigdy, że pracuję na pełen etat, mam rodzinę, dom i w sumie tylko 24h by to wszystko ogarnąć. Bywa różnie, chociaż praktycznie codziennie mój dzień zaczyna się o 5:30, a kończy gdzieś o okolicy godziny 24 ...albo później. Bywa... uczciwie powiem, że czasem nie ogarniam ;) Bardzo często zmęczenie bierze górę i po prostu idę spać, zamiast pisać tu po nocy. Zdaję sobie sprawę, że tym zdaniem zrażam do siebie wiele osób, ale niestety taka jest prawda. Wielokrotnie powtarzam w życiu codziennym, że obok wszystkich przyjemności chciałabym też chociaż trochę spać ;)
Tym razem Matką całego grudniowego blogowego zamieszania jest zamarzona.pl, to na jej blogu znajdziecie wszystkie najważniejsze informacje. Ja jak zwykle czerpię z 24 pomysłów, ale nie wiem czy uda mi się zrealizować wszystkie. Dziś Christmas Nail Art czyli akurat w moim wykonaniu cztery inspiracje, które w końcu tego roku trafiają do mnie najbardziej ...i chociaż może nie do końca można uznać je za typowo bożonarodzeniowe, bo brak w nich typowych kolorów świątecznych, to ja subtelny błysk uznaję w tym roku za motyw przewodni. W zeszłym tygodniu próbowałam uzyskać efekt ze zdjęcia nr 2, jednak poległam i ostatecznie moje paznokcie pozostały ubrane jedynie w SEMILAC EXTEND 5w1 (kolor Rose 802). Dwa paznokcie odpadły mi po 3 dniach i uznałam to za totalną porażkę. Jeśli starczy mi czasu, jutro zrobię kolejne podejście. Trzymajcie kciuki!
Ostatnie dwa dni nie były dla mnie łaskawe. Nie dość, że nie czułam się najlepiej, to moje dziecko postanowiło spać jeszcze mniej niż dotychczas... . Wczoraj np. poszła spać właściwie o 1:30, bo po 21:30 wstała świeża jak poranny skowronek. Ja oczywiście mam naturę sowy i najlepiej wszystko robiłabym w nocy, ale po całym dniu aktywności z dzieckiem, o 21:30 nie marzę zazwyczaj o niczym innym jak tylko o kołdrze, a co tu mówić o dalszej zabawie ;)
Z rzeczy bardziej przyjemnych, to upiekłyśmy dziś sernik i kruche ciasteczka cytrynowe. Zrobiłyśmy rybę po grecku, paszteciki i kulebiak. Na więcej nie starczyło nam czasu i sił. Nasz wkład w wigilijną wieczerzę u mojej mamuśki grzecznie leżakuje w lodówce i jutro wyruszy z nami w drogę. Kolejne dni również spędzamy poza domem, więc już teraz dziękuję Wam za tak liczny udział w moim blogmasowym wyzwaniu. Było mi bardzo miło czytać Wasze komentarze i wiadomości, które mi zostawialiście przez cały miesiąc. Codzienne pisanie było dla mnie nie lada wyzwaniem, ponieważ na co dzień ja i Martynka jesteśmy same w domu do wieczora i tak naprawdę większość spraw domowych jest na mojej głowie. W zasadzie czas na pisanie mam jedynie wieczorem, a i wieczorem mam wiele rzeczy do zrobienia w domu, bo tylko wtedy nie mam asysty w postaci mojego małego dreptusia;) Mam nadzieję, że w styczniu posty będą pojawiały się równie często i że moje blogowanie nie podupadnie. Tymczasem żegnam się z Wami na te kilka dni i życzę Wam spokojnych i rodzinnych Świąt. Zatrzymajcie się na chwilę i odpocznijcie ;)
Dziś znów post podwójny, ponieważ poległam po raz drugi. Tym razem ja odpłynęłam w otchłań niedyspozycji, podczas gdy moje dziecko regeneruje się znakomicie i codziennie pozyskuje nowe umiejętności. Od trzech dni bez problemu wdrapuje się na kanapę i łóżko. Kolejne wysokości nie stanowią dla niej problemu... Osiwieję do reszty! Tymczasem ona z królewskim uśmiechem wita tatę machając z kanapy, a jeszcze chwilę wcześniej 'czyta' gazetę (jak mama). Mała papużka.
Mamy choinkę (1). Zmieniły się nasze potrzeby i nasz tata kupił nam choineczkę na drewnianym pieńku (2). Z racji tego, że w naszym domu królują żywe kolory i białych ścian oprócz kawałka kuchni nie uświadczysz, to i nasza choinka jest kolorowa. Ozdoby pozostały te same co rok temu i dwa lata temu itd. (3) Te drewniane moim zdaniem mają najwięcej uroku (4).
Ozdoby małe i maleńkie (5) i każda z innej parafii(6)(7), ale kiedy zabłysły światełka (8) nasza mała choineczka nabrała mocy i świątecznego uroku. Martyna cieszy się za każdym razem, kiedy włączamy światełka. Cieszy się tak, jakby za każdym razem widziała je po raz pierwszy.
Nie obyło się bez ekscesów przy napełnianiu świątecznym duchem naszego drzewka... Pierwsze trzy dni drzewko stało z garstką ozdób (9), bo ciągle brakowało czasu, na więcej. Moja Mała Pomocnica do tej pory uważa, że bombki najlepiej czują się na jej kolorowej macie (10). Kiedy mama pracowała, córka pracowała jeszcze więcej ozdabiając w tym czasie nasz pokój. Obowiązkowa była też szafka z zapasami mamy (11). Zabrakło nam gwiazdki na szczycie choinki, więc nasz tata znalazł z córką ciekawe rozwiązanie dla tego problemu (12).
...i w dalszym ciągu nie mamy pierniczków. Jeśli nie skorzystamy z naszego ulubionego przepisu (klik), to nie ma nic straconego, w końcu mieszkamy przecież w mieście pierników. Toruński Kopernik codziennie od progu wita pięknym zapachem, a i my mamy w domu paczkę tych toruńskich specjałów ;)
Zapakowaliście już wszystkie prezenty? Ja jeszcze nie. Nawet chyba jeszcze nie kupiłam wszystkiego co bym chciała kupić... Pomijając to, po raz kolejny powtarzam, że bardzo lubię własnoręcznie i oryginalnie zapakowane prezenty. Niestety torebki prezentowe są w moim odczuciu pójściem na łatwiznę. Oczywiście, czasami prezenty bywają niewymiarowe i trudno jest nadać im ładny kształt i do tego okazale zapakować, ale na chwilę obecną jest tyle inspiracji w Internecie, że nie wiedziałam/nie wiedziałem jak jest naprawdę słabą wymówką. Do dziś pamiętam, że mój mąż zapakował dla mnie bransoletkę Lilou w karton pełen Michałków i ładnie owinął to wszystko papierem. Można? Można ;) Jak się za chwilę przekonacie, nawet ciastka można zapakować ze smakiem ;) Zostawiam Wam garść inspiracji...
W okolicy Mikołajek, pewna miła Mikołajka przesłała mi wiadomość, że za dobre sprawowanie Mikołaj chce mnie obdarować pachnącą przesyłką. Pachnących przesyłek nie lubię się wystrzegać i tak oto w zeszły piątek stałam się posiadaczką pięknego pakunku, który zawierał trzy wody toaletowe DAGMAR. To kwiatowe wody toaletowe stworzone przez firmę ŚWIT Pharma i nie dalej jak w sierpniu trafiły na sklepowe półki.
Przesyłka była tak pięknie zapakowana, że aż szkoda mi było ją rozpakować. Biała rafia dodawała lekkości, a wszystko obsypane było suszoną lawendą. Soczyście zielona, energetyczna kokarda, była niczym słońce w pochmurny dzień! Chyba nie muszę pisać, że dbałość o detale oczarowała mnie zupełnie. Dziś pokażę Wam tylko samą przesyłkę i przybliżę nuty zapachowe, w jakich umiejscowione są wszystkie wody. Na bliższe poznanie i moją opinię przyjdzie jeszcze czas ;)
Dagmar to imię kobiece pochodzenia skandynawskiego. Wywodzi się z połączenia słów dag „dzień lub świt” i mar „dziewica”, „panna”, albo też mari „sławny”. Odmiany tego imienia spotykane były również wśród plemion frankońskich, jako imię dynastyczne pochodzenia celtyckiego, które oznaczało „wielki przez dobroć” oraz wśród ludów germańskich w znaczeniu „jasny jak dzień”. Współcześnie w języku duńskim „dag” oznacza dzień a „daggry” – „świt”, co jest nawiązaniem do historii i nazwy producenta zapachu. Dagmara to również imię wody toaletowej, będącej w portfolio „Świt” od lat 80-tych.
Urzekające mnogością kwiatowych woni ogrody botaniczne, stały się inspiracją dla stworzenia nowej linii zapachów DAGMAR. Bogactwo natury, zostało uchwycone w prostych i eleganckich flakonach o łagodnych liniach, ozdobionych delikatnymi motywami roślin. Kompozycje DAGMAR są lekkie, kwiatowe i niezwykle kobiece. To zapachy idealne do noszenia od poranka, przez cały dzień.
DAGMAR LILY
(kategoria kwiatowo - owocowa)
Czarująca, lekka kompozycja dla nowoczesnej i dynamicznej kobiety. Inspiracją dla stworzenia zapachu były pełne egzotycznych kwiatów ogrody botaniczne. Bogactwo natury, zostało uchwycone w prostym i eleganckim flakonie. Kompozycją DAGMAR SUNFLOWER są lekkie, kwiatowe i niezwykle kobiece. To zapachy idealne do noszenia o każdej porze dnia.
nuty głowy: brzoskwinia, jabłko, zielony hiacynt
nuty serca: lilia, róża, jaśmin
nuta głębi: bursztyn, piżmo
DAGMAR SUNFLOWER
(kategoria owocowo - kwiatowo - drzewna)
Ciepły, energetyczny zapach idealny na dzień dla wiecznej optymistki. Inspiracją dla stworzenia zapachu były pełne egzotycznych kwiatów ogrody botaniczne. Bogactwo natury, zostało uchwycone w prostym i eleganckim flakonie. Kompozycją DAGMAR SUNFLOWER są lekkie, kwiatowe i niezwykle kobiece. To zapachy idealne do noszenia o każdej porze dnia.
Zmysłowy i uwodzicielski zapach dla romantycznej i subtelnej kobiety. Inspiracją dla stworzenia zapachu były pełne egzotycznych kwiatów ogrody botaniczne. Bogactwo natury, zostało uchwycone w prostym i eleganckim flakonie. Kompozycją DAGMAR MAGNOLIA są lekkie, kwiatowe i niezwykle kobiece. To zapachy idealne do noszenia o każdej porze dnia.
nuty głowy: czarna por zeczka, mandarynka, grejfrut
Piętnaście dni wyzwania Blogmas minęło jak jeden dzień. Dajecie wiarę, że za tydzień już prawie święta? Ja jeszcze nie ogarniam tego tematu... Zakupy gdzieś w polu. Prezenty też. Dni na każdą z rodzin rozdysponowane. Mam w domu choinkę, ale póki co wiszą na niej trzy bombki na krzyż i na więcej nie mam siły. Liczę na to, że zmobilizuję się do jutrzejszego wieczora. Martyna jest zachwycona tym, że drzewko świeci, to chyba najważniejsze ;)
Poległam wczoraj. Poległam, bo moje dziecko po ciężkim wieczorze zasnęło dokładnie o 00:49(!). Umarłam wtedy i się nie podniosłam. Dzisiejszy dzień, również nie obfitował w sen, ale przynajmniej marudzenia jest nieco mniej, no i tata jest nieco dłużej w domu. Mamy kolejny ząb...
Bohaterem wczorajszego posta miał być Zimowy Joy Box, na który skusiłam się z początkiem miesiąca. Nie piszę postów na zapas, bo ciężko mi się wyrobić nawet z codziennym pisaniem, więc tym samym zmuszona jestem dziś na podwójny post w blogowym wyzwaniu blogmas. Zatem dopiero dziś pokażę Wam pudełko, z którego jestem niemal w pełni zadowolona.
Na chwilę obecną raczej nie zamawiam żadnych pudełek, chyba, że wiem co będzie się w nich skrywało. Joy Box jako nieliczne pudełko nie ukrywa swojej zawartości od samego początku, więc każdy kto ma chęć i odrobinę szczęścia (bo serwer Joy nie należy do najmocniejszych), może takie pudełko nabyć. Po piątej próbie zapłaty za pudełko, udało mi się w końcu sfinalizować całą procedurę i mogłam już tylko czekać na przesyłkę.
Bardzo podoba mi się opcja pudełka, które od początku do końca jest nam praktycznie znane. Niewiadomą lub małą niewiadomą może być rzecz dodatkowa jaką dobieramy do pudełka, a raczej jaką uda nam się dobrać ;) Tym razem, z racji tego, że pudełko było dość obfite, to do wyboru była tylko jedna z siedmiu rzeczy. Ja zdecydowałam się na maskę od firmy Mincer Pharma.
Sylveco, Enzymatyczny peeling do twarzy - to preparat złuszczający działający w oparciu o proces proteolizy martwych komórek naskórka. Wyjątkowa formuła, bogata w silnie odżywcze i nawilżające oleje oraz masła, pozwala zachować 100% aktywność enzymów bromelainy i papainy. Peeling delikatnie, ale skutecznie rozpuszcza martwe, zrogowaciałe komórki, wygładza i poprawia strukturę skóry, ujednolica koloryt cery.
Cena: 25,99 zł/75 ml.
Kneipp, Bio-olejek do ciała - doskonały do intensywnej pielęgnacji skóry bardzo suchej i zniszczonej, pomaga w likwidacji blizn i rozstępów. Olejek z owocu grapefruita wspomaga naturalną przemianę materii skóry oraz naturalną regenerację i wznowienie skóry. Saflor i oliwa z oliwek z biologicznej uprawy są bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe, zabezpieczają skórę przed utratą wilgoci i doskonale odżywiają skórę. Bio olejek zapewnia, że skóra staje gładka i elastyczna, przy dłuższym stosowaniu likwiduje rozstępy oraz blizny.
Cena: 5,90 zł/20 ml.
Semilac, Oliwka do manicure (ananasowa) - inteligentna formuła oliwek Semilac nadaje zdrowego wyglądu, nawilża i odżywia skórki w bezpośrednim sąsiedztwie płytki paznokcia. Dodatkowo słodkie i egzotyczne zapachy przyjemnie koją zmysły przywołując wakacyjne wspomnienia.
Cena: 12 zł/12 ml.
Catrice, Lakier do paznokci Ultimate Nail - to wymarzony lakier w pięknym ognistym odcieniu czerwieni. Udoskonalona formuła lakieru gwarantuje wysokie krycie, jeszcze więcej koloru, niezwykły połysk oraz dłuższą trwałość. Zaokrąglony pędzelek został udoskonalony by ułatwić aplikację.
Cena: 10,49 zł/10 ml.
Spa Vintage Body Oil, Kaszmirowy olejek do kąpieli - zawiera olej abisyński, zapewnia intensywne nawilżenie, poprawia kondycję skóry, redukuje zmarszczki. Pozostawia skórę gładszą, elastyczną i miękką w dotyku. Idealny do pielęgnacji każdego rodzaju skóry, szczególnie skóry przesuszonej oraz dojrzałej.
Cena: 12,90 zł/200ml.
Wibo, Paleta rozświetlaczy do twarzy Strobing Make Up - wyjątkowa formuła rozświetlaczy, gwarantuje trwałość i intensywny blask. Zestaw zawiera dwa bardzo drobno zmikronizowane odcienie: jeden ze złotą poświatą, drugi ze srebrną poświatą. Dają one efekt mokrego policzka. Dwa odcienie złota o kremowej konsystencji nadające metalicznego blasku. Kasetka wyposażona w duże lusterko i aplikator. Zestaw o wszechstronnym zastosowaniu. Idealny do wykonania makijażu najmodniejszą techniką strobingu.
Cena: 29,99 zł/9 g.
(produkt dodatkowy) Mincer Pharma, Regenerująca maska w kremie do twarzy - kasztanowca, miłorząbu japońskiego, oraz olejek asybiński. Maska wspomaga hamowanie aktywności enzymów dzięki czemu uszczelnia naczynia włosowate, zmniejsza kruchość naczynek oraz poprawia w nich przepływ krwi dodatkowo zwalcza oznaki przesuszenia cery pozostawiając ją nawilżoną i wygładzoną. Maseczkę można stosować zimą jako krem ochronny zabezpieczający przed wiatrem i mrozem.
Cena: 34,99 zł/75 ml.
Vianek, Odżywczy krem do rąk - bogaty krem do rąk przeznaczony do intensywnej pielęgnacji zniszczonej i przesuszonej skóry. Zawiera kompleks składników odżywczych (miód, lecytyna, olej z pestek moreli i rokitnikowy oraz masło shea), które dodatkowo odbudowują warstwę ochronną i zapobiegają utracie wody ze skóry. Ekstrakt z szyszek chmielu działa przeciwstarzeniowo. Krem stosowany systematycznie gwarantuje skórze dłoni optymalne nawilżenie i zadbany wygląd.
Cena: 14,99 zł/75 ml.
Garnier, Maski Kompres Moisture + - zestaw składa się z trzech masek: Maska Kompres Moisture + Super Nawilżenie dla skóry odwodnionej, przywracająca równowagę dla skóry normalnej i mieszanej oraz przynoszące ukojenie dla skóry suchej i wrażliwej. Maski długotrwale nawilżają, oczyszczają i odżywiają skórę.
Cena: 8,99 zł /maska.
Oillan Active, Bioaktywny krem barierowy - krem opracowany z myślą i wrażliwej, suchej, uszkodzonej, szorstkiej, podrażnionej skórze twarzy, dłoni i innych partii ciała. Dogłębnie nawilża, zmiękcza i wygładza skórę, zapewniając odbudowę naturalnej warstwy ochronnej od pierwszej sekundy aplikacji oraz ochronę do 12 godzin.
Cena: 19 zł/40 ml.
Dermedic, Płyn Micelarny H2O - zalecany do demakijażu i oczyszczania wrażliwych oczu i skóry twarzy. Również dla osób nietolerujących wody, tradycyjnych preparatów do demakijażu i mydeł. Składniki aktywne: Woda termalna, Kwas hialuronowy, Hydroveg VV, Gliceryna, Alantoina, Mocznik. Zmywa makijaż i wszelkie zanieczyszczenia pozostawiając uczucie świeżości i czystości Zmiękcza i utrzymuje nawilżenie warstwy rogowej skóry.
Cena: 12 zł/100 ml.
Cena pudełka z przesyłką (kurierem) wyniosła 49 zł, natomiast wartość produktów znajdujących się w pudełku to 205,22 zł (ceny bez promocji i przecen). Ja jestem niezmiernie zadowolona z zawartości, ponieważ część tych kosmetyków chciałam kupić już wcześniej, samodzielnie. Znam jedynie lakiery Catrice. Chociaż przeszłam na ciemną stronę lakierów hybrydowych, to ten zwykły się nie zmarnuje, bo powędruje po prostu na stopy. Jeśli miałabym wydać osąd, to moim zdaniem z uwagi na ilość produktów i cenę, pudełko Joy BOX jest najlepszą opcją pudełek na naszym rynku.
Nie jestem fanką świątecznych piosenek. Na szczęście (a może już nie..) w naszym domu słucha się jedynie Trójki i większość kiczowatych piosenek, które pojawiają się ostatnio już w listopadzie, nas omija ;) Może nawet nie chodzi już o te wszystkie kiczowate piosenki, ale o wykonania, których czasem naprawdę nie jestem w stanie słuchać. Znalazłam jednak coś, co płynie w głośnikach i sprawia, że jestem w stanie czuć się przy tym dość dobrze. Poniżej moja Świąteczna playlista w wykonaniu D. Martina i F. Sinatry ;)
...i jest jeszcze coś, co bawi nas w sumie dopiero od zeszłego roku. Mój mąż akceptuje tylko tę piosenkę świąteczną, więc nie może jej zabraknąć w całym zestawieniu świątecznych hitów ;)
Mam na imię Aneta. Sześć lat temu przekroczyłam próg magicznej trzydziestki. Jestem mamą Martynki, żoną Marcina. Mój blog, to miejsce, gdzie bardzo subiektywnie piszę o kosmetykach. Mam nadzieję, że spodoba Ci się u mnie i zostaniesz tu na dłużej ;)