Przygotowywałam się do tego wpisu już jakiś czas, a właściwie przez dłuższy czas używałam pod prysznicem, czy w kąpieli jedynie olejków kąpielowych. Po drodze kupiłam jeszcze chyba dwa inne, ale ślad po nich zaginął, a butelki poszły do śmieci. Przetrwały cztery i tylko o nich dziś Wam opowiem.
Dove, Nourishing Care With Moroccan Argan Oil Olejek do mycia ciała - używany przeze mnie i przez mojego męża najczęściej, chociaż do najtańszych nie należy. Pieni się średnio, jego zapach jest dość specyficzny, a sam olejek rzeczywiście tłusty. Pozostawia zapach na skórze dość długo, a skóra jest bardzo przyjemna w dotyku. W zasadzie po tym olejku nie potrzebuję już żadnego balsamu. Buteleczka zawiera 200 ml, ale moim zdaniem jest bardzo wydajna. Tej olejek ma chyba najtwardsze, ale i najbardziej przyjazne w użytkowaniu opakowanie.
Isana, Olejek pod prysznic - najbardziej znany chyba śmierdzący lejek w świecie beauty ;) Można go nie lubić za zapach, ale bardzo dobrze spełnia swoją funkcję myjącą, a do tego wszyscy chwalą go za dobre mycie pędzli i innych akcesoriów do makijażu. Jego recenzja już od kilku lat jest na moim blogu, wtedy jeszcze nikt nim pędzli nie mył. Odkąd stał się bardziej medialny, zmienił nieco opakowanie i jego cena nieco wzrosła ;)
Nivea, Olejek pod prysznic - to sprawca i winowajca całej mojej przygody z olejkami. Już dawno, dawno pojawił się w moim domu jako pierwszy. Zużyłam spokojnie kilka butelek. Zapach w moim uznaniu nie jest najprzyjemniejszy, ale chyba w całej tej grupie, patrząc na opakowanie prezentuje się najlepiej. Po nim swoje triumfy święciła poprzedniczka Isana. Średnio się pieni i nie pozostawia skóry w tam komfortowym stanie jak dwa poprzednie olejki.
Lirene, Inca Inchi, Olejek pod prysznic - ma chyba najbardziej intrygujący zapach i powiem nieśmiało, że chyba ten podoba mi się najbardziej. Zapach przypomina męskie perfumy i powiem szczerze, że sama bym sobie tego olejku nigdy nie kupiła, ale używałam go z przyjemnością. Bardzo wydajny i nie wymaga wspomagania nawilżania po zakończonych rytuałach kąpielowych.
Jeśli spojrzymy na te wszystkie olejki jedną miarą, to powiem Wam, że wielkich różnic między nimi nie ma. To jedynie każda firma kreuje wokół nich swoją własną otoczkę. Różnice znajdziecie tak naprawdę w cenie, dostępności i zapachu. Wszystkie są podobne pod względem wydajności, ale zwróćcie też uwagę, że i pojemności często mają różne. Dla wrażliwych powiem, że najmocniej śmierdzi Isana, ale znów też jest to olejek najtańszy i tylko w Rossmannie dostępny. Podobnie cenowo kreują się Nivea i Dove, ale ja w ciemno bym szła od razu za Dove, bo jest przyjemniejszy i łatwiejszy w użytkowaniu. Najbardziej oryginalny i w sumie chyba najmłodszy na rynku jest olejek Lirene. Jako ciekawostkę podam, że najlepiej makijaż zmywa Isana, chociaż robi totalną mgłę na oczach i drętwieje po niej język ;)
W najbliższym czasie, spodziewajcie się wpisu o piankach do mycia,
bo zużyłam już wszystkie jakie miałam ;)\
