Za chwilę mamy połowę lipca. Czas chyba uciekł mi przez palce ;) Właśnie wróciłam z krótkich wakacji, gdzie zaczęłam pisać dla Was posta o moich czerwcowych ulubieńcach. Idąc za ciosem i chwilą oddechu od codzienności, dokończyłam pisanie i przedstawiam produkty, które najbardziej podbiły moje serce w czasie minionego miesiąca.
Fitomed, Maseczka - Peeling K + K - maseczka, którą chciałam wypróbować już bardzo dawno temu. Jednak ciągle jakieś napoczęte opakowanie odwlekało nasz spotkanie. Myślę, że to był wielki błąd ;) Maseczka Fitomedu działa bowiem bardzo korzystnie na stan mojej cery. Niweluje do zera wszelkie niespodzianki, które w ostatnim czasie próbowały mi spędzać sen z powiek. Już po jednorazowym użyciu wiedziałam, że pozostanie ze mną na dłużej. Wystarczy dosłownie chwila masażu i pozwala cieszyć się niezwykle gładką, przyjemną w dotyku skórą. Staje się ona świetlista i niesamowicie chłonie wszelkie kremy czy inne produkty, które stosujemy w codziennej pielęgnacji. Maseczka działa na zasadzie podobnej do popularnego zabiegu kosmetycznego, zwanego mikrodermabrazją. Mimo wszystko (w moim przypadku) jest dość agresywna w miejscach, gdzie mogą pojawiać się przesuszenia. Raz przesadziłam w jej nakładaniem w miejscu, gdzie pojawił mi się wysyp atopowy (broda) i niestety przez kilka kolejnych dni musiałam koić rany, których sama sobie przyspożyłam ;)
Ziaja MED, Krem głęboko regenerujący na noc, Kuracja dermatologiczna z witaminą C + HA/P - stosuję go już dłuższy czas. Jest to jeden z nielicznych kremów firmy Ziaja, które nie wywołują u mnie skutków niepożądanych. Zgodnie z przeznaczeniem używam go na noc, a po przebudzeniu cieszę się delikatną i przyjemną w dotyku skórą. Mam wrażenie, że skóra jest wówczas bardzo świetlista i rozpromieniona. Krem jest znakomitym kompresem po ciężkim dniu. W miarę stosowania widzę, że koloryt mojej skóry idzie ku dobremu. Polubiłam ten krem do tego stopnia, że w weekend kupiłam kolejny produkt z tej serii i jest to esencja z witaminą C.
Lirene, Brązujący balsam do ciała pod prysznic, ciemna karnacja - nowość, która kusiła mnie od pierwszego momentu, kiedy złapałam ją w dłonie ;) Należę do osób, które lubią mieć opaloną skórę. Oczywiście cały proces opalania przeprowadzam z umiarem i zdrowym rozsądkiem, ale po blisko 1,5 rocznej przerwie od kolorowej skóry, chciałam już-szybko-teraz mieć opalone nogi! Bałam się używać typowego samoopalacza, ponieważ miałam zaplanowanych kilka wizyt lekarskich, które obnażyłby bardzo prawdopodobne smugi na ciele. Nie powiem, że tego produktu się nie bałam, ale skoro miałam go zmyć praktycznie od razu pod wodą, skusiłam się na to ryzyko, bo jak to mówią kto nie ryzykuje, ten nie ma, a ja mam! ;) Mam pięknie, równomiernie opalone nogi, które po tak długim czasie przerwy opalają się na słońcu opornie i bardzo mozolnie. Na pozostałych partiach ciała, balsamu nie używałam, ponieważ góra opalała się systematycznie w czasie spacerów z córką. Aplikacja kosmetyku jest banalnie prosta i nie przysporzy kłopotów nawet początkującym.
Inglot, Odświeżająca mgiełka do twarzy do cery tłustej i mieszanej - mój absolutny niezbędnik do torebki w czasie upałów. To już kolejne lato, kiedy korzystam z tego kosmetyku. Niezwykle szybko i łatwo pozwala odświeżyć twarz i makijaż w ciągu dnia. Zwłaszcza kiedy nie jest możliwe, by skorzystać z wody i przysłowiowego mydła. Pełną recenzję tego produktu znajdziecie w tym poście.
Bania Agafii, Mydło miodowe do ciała i włosów - dla samego zapachu, mogłabym się myć tym mydłem non stop. Zapach jest iście wiosenny, kojarzy mi się z żonkilami... jest niezwykle relaksujący. Opakowanie jest bardzo poręczne, a sam produkt mimo, że nie jest lejący, pozwala na łatwą aplikację na ciele. Rozpływam się, kiedy używam tego mydła w kąpieli czy pod prysznicem. Co ważne dla mnie - dobrze się pieni, nie wysusza skóry. Próbowałam używać tego mydła do mycia włosów, jednak mimo pozytywnych efektów myjących, nie będę ryzykować kolejnego kołtuna na głowie. Moje włosy nie dają się rozczesać, nawet po dużej ilości odżywki, kiedy używam tego kosmetyku zamiast szamponu.
Tak, w czerwcu znów postawiłam na pielęgnację ;)
