Słońce już chce zostawiać swoje ślady na skórze, jednak jest go jeszcze ciągle mało i zostaje z nami na krótko. Nie ukrywam, że ja jako osoba, która lubi mieć skórę muśniętą słońcem, wspomagam się różnymi produktami, które chociaż trochę przybliżą mi wakacyjny czas i wyczekiwany urlop. Skuszona zeszłorocznymi dobrymi opiniami na temat produktów brązujących linii LUXURY BRONZE marki Kolastyna, postanowiłam wypróbować je na swojej skórze.
Jako pierwszy do użytku został wytypowany Balsam brązujący do ciała. Produkt z założenia najbardziej bezpieczny i patrząc na moje dotychczasowe doświadczenia, najłatwiejszy w użyciu. Producent infirmuje nas, że jest to kosmetyk, który zapewni nam zdrową, ładnie i naturalnie wyglądającą opaleniznę, bez plam i nieestetycznych zacieków. Dodatkowo użytkownicy tego balsamu, nie powinni się obawiać przesuszeń skóry. Ja jednak lubię uprzedzić wszelkie niedogodności związane z opalaniem w domu i zwykle na tydzień przed rozpoczęciem aplikacji takiego produktu, sięgam po preparaty mocniej nawilżające skórę. Balsam brązujący Kolastyny wchłania się mimo wszystko bardzo szybko, ale jego konsystencja pozwala na dokładne rozprowadzenie kosmetyku na skórze. Nie zdarzyło mi się by na skórze pojawiły się plamy czy smugi, nawet jeśli cała aplikacja przebiegała u mnie szybko i niedbale ;) Kolor na skórze pojawia się stopniowo i równomiernie. Jest on bardzo przyjemny dla oka, a ciało wygląda w nim bardzo ładnie i zdrowo. Zapewniam, że nie jest to produkt przy pomocy którego możemy zrobić sobie krzywdę. Nawet dla mało wprawionych osób, będzie bardzo bezpieczny. Pachnie delikatnie kakaowo. Skóra po kilku godzinach nie zdradza swoim zapachem, że opalałyśmy się bez słońca ;)
Samoopalający żel do twarzy i ciała z tej samej linii jest już produktem, który wymaga od nas większej uwagi i precyzji w czasie aplikacji. Niestety jeśli proces ten wykonamy nieumiejętnie i na skórę, która nie jest przygotowana na przyjęcie koloru (mam tu na myśli peeling + nawilżenie), spotka nas małe rozczarowanie. Zrobiłam taką próbę na nogach, by sprawdzić moc żelu i powiem szczerze, że naprawdę ma moc, na którą trzeba uważać. Przyznaję, że nie testowałam tego produktu na twarzy, ponieważ mam już swój ulubiony kosmetyk w tej dziedzinie, a z drugiej strony obawiałam się, że któregoś dnia po prostu będę musiała iść do pracy w kominiarce, gdyż niestety codziennie muszę wychodzić z domu ;) No cóż, zabrakło mi po prostu odwagi. Natomiast jeśli chodzi o ciało, to śmiało polecam z niego korzystać i uważnie domywać dłonie, ponieważ barwi je dość mocno. Rękawica do samoopalacza będzie tutaj wybawieniem. Żel pachnie nieco inaczej niż balsam, gdyż wkrada się tu jakaś cukierkowa nuta, która też jest całkiem przyjemna. Zapach po kilku godzinach na skórze nie wytrąca z równowagi. Jednak jeśli chodzi o samoopalacz, ja zmywam go zwykle z samego rana, a kolejną aplikację powtarzam znów wieczorem, więc kwestię zapachu omijam właśnie w ten sposób. Ubranie brudzi się minimalnie, więc możemy być spokojne, że nie spotka nas niemiła niespodzianka w przypadku, gdy po aplikacji zakładamy rzeczy w jasnych kolorach. Opakowania obu produktów są poręczne, a miękkie tuby ułatwiają wydobywanie specyfików.
Sezon na produkty samoopalające tak naprawdę dopiero się rozpoczyna, więc jeśli szukacie czegoś nowego i w naprawdę przystępnej cenie, to polecam spojrzeć w sklepie w kierunku produktów marki Kolastyna. Myślę, że nie będzie niezadowoleni ze swojej decyzji ;)

