Czerwiec gdzieś przeleciał. W szkole to zawsze najbardziej gorący okres i w sumie chyba to jest moje jedyne wytłumaczenie. Skupiłam się na tym by ogarnąć rok szkolny w pełni i czasu na przyjemności mi najzwyczajniej w świecie zabrakło. Tak też czasem bywa. Blog to nadal dla mnie odrobina przyjemności i ta przyjemność trwa chyba już jakieś siedem lat!
Na przestrzeni dwóch ostatnich miesięcy, nie szalałam z zakupami kosmetycznymi. Za to roztrwoniłam swoją skarbonkę na zegarki, biżuterię i ubrania. Czuję się zaspokojona i rozgrzeszona ;) Nie odmówiłam sobie jednak urodzinowego boxa od Sephory. Dowiedziałam się o jego istnieniu (a właściwie ich istnieniu, bo były dwa) oczywiście z IG, kiedy to już zapas internetowy był wyczerpany. Nie pozostało mi nic innego jak pofatygować się do galerii Atrium Copernicus i kupić go stacjonarnie. Wybrałam wersję nr 2.
Pewnego dnia weszłam po pracy do Rossmanna po jakieś podstawowe zakupy (a może były to preparaty na komary? ;) ) i moim oczom ukazał się puder #wibomood, który jest praktycznie nieuchwytny. Nie mogłam przejść obojętnie obok takiej okazji i oczywiście kupiłam go w regularnej cenie. Był jeden jedyny i wołał do mnie bym go kupiła, więc co miałam biedna zrobić!? ;)
W zasadzie, to nie potrzebuję kolorówki, ale magia mediów społecznościowych robi swoje. W internetowej Naturze upolowałam zachwalany puder marki Wet n Wild (trafiłam nawet z kolorem) oraz piękny, brzoskwiniowy róż z My Secret.
My Secret skusiło mnie promocją na Fixer Liquid, dzięki któremu mam nadzieję zużyć parę kremowych cieni. Nie odpuściłam sobie również kolejnego rozświetlacza tej marki i tym razem zdecydowałam się na wersję Disco Ball. Mimo, że od roku cieszę się brwiami permanentnymi, to kupiłam ołówek do brwi wspomnianej już marki Wet n Wild. Czasem brwi trzeba odkurzyć lub sprawić by były jeszcze bardziej wyraźne ;)
Moim prezentem imieninowym od męża była różowa, wypełniona po korek butelka Versace Bright Crystal Absolu. Poślubiony zastanawiał się jeszcze nad wodą toaletową Thierry Mugler Angel Eau Sucrée 2017, ale na szczęście jej nie kupił, bo tę dostałam od Ewelinki w prezencie gwiazdkowym(!). O tym jednak będzie innego dnia ;)
Jedna z wizyt w Rossmannie skończyła się zakupem olejku, na który chwilę polowałam. Udało mi się w końcu dorwać Olejek regenerujący w wersji kurkuma + chia marki Bielenda. Po wielu latach zapragnęłam mieć na głowie fale i pod wpływem tego impulsu wrzuciłam do koszyka Mgiełkę nadającą efekt plażowych fal firmy Loreal.
Zapewne domyślacie się, że kremów do twarzy nie potrzebuję, bo przyznam się sama, że cierpliwie zużywam krem nawilżająco - ujędrniający firmy Clochee, a w kolejce czeka jeszcze krem Organique, ale wpadłam na genialny pomysł, że kupię sobie jeszcze Żelazko zmarszczek, czyli krem na każdą porę dnia od Jandy ;)
Od portalu Ofeminin otrzymałam do przetestowania fioletowy zestaw do włosów blond, czyli szampon i odżywkę marki TRESemme. Wprawdzie mój ulubiony szampon do tego typu "zabiegów" już mam, ale ten duet też nie jest zły.
Na koniec porcja kosmetyków na lato od Green Pharmacy, których używam już tak naprawdę od maja. Olejek łopianowy skutecznie pomaga mi w dalszym zapuszczaniu włosów, a olejek do masażu umila mi chwile po wieczornym bieganiu ;) ...bo musicie wiedzieć, że zmusiłam się do ruszenia moich czterech liter z domowej kanapy!
Witajcie w lipcu!
