21 grudnia. Moja córka nie wyrodziła się za mną. Ona po prostu nie lubi spać. Jak można tego nie lubić?? Kiedy tak płaczemy sobie razem, powtarzam jej, że mamusia gdyby mogła spałaby non stop. Córka jest obojętna na mamusine płacze. Tym sposobem, kiedy córka idzie spać po 22... mama zabiera się za świąteczne pichcenie. Niebawem jest 24... i czasu do kolejnego karmienia coraz mniej. Póki co mamy niewiele - rybę po grecku, piernik [ z poprzedniego posta ] i warzywa ugotowane na sałatkę ;)
22 grudnia. Pogoda nam sprzyja. Idziemy pospacerować i zrobić drobne zakupy. Kupujemy wszystko, czego nam zabrakło. Wspólnie pakujemy prezenty dla taty, tzn. mama pakuje, a córka grzecznie rezyduje w swoim leżaczku ;) Później ucinamy sobie wspólną drzemkę. Celebrujemy wspólny czas, który płynie tak szybko. Kiedy mama śpi i można na niej położyć rączkę, to córcia śpi nawet i 2h. Ciekawe to jest...
Przyszedł czas na nocne pieczenie chatki z piernika... ;)


