Skoro nie było mnie tu trzy dni, to znaczy, że choruję nadal i choruję z przytupem. Nie ma się jednak co nad sobą zbyt mocno rozczulać, bo wówczas traci się czujność wojownika ;) Jeszcze osiem dni do celu. Tego się trzymajmy. Zdobyłam dziś dla Martyny stój murzynka na przedszkolne Jasełka. Prababcia Lidka pożyczy nam drewniane korale, tylko blond afro mojego dziecka jakby inne niż to, które Pan Wychowawca zamierzał mieć na scenie. Dziecko postanowiło, że nie założy peruki, nie powie wierszyka. Nuci pod nosem kolędy, więc może jakoś to będzie. Piątek już blisko...
Tymczasem mamy już kawałek choinki, z dyskontu budowlanego, na balkonie. Siedzi smutna w doniczce, jeszcze bez jasności świateł, ale wszystko przed nami ;) Ogarniemy drzewko, jak tylko któregoś dnia wrócimy, a będzie jasno. Zapowiadają śnieg, ale chwilowo leje deszcz i jest bardzo nieprzyjemnie. Idą Święta.
Choroba pokonała chwilowo mój układ oddechowy, ale ostatnie nuty jakie chodzą mi po głowie to zapach wosku o prostej nazwie Wood Smoke, który należy do szeregów WoodWick. Bardzo wyrazisty dymny zapach, który przywołuje na myśl prawdziwy zapach cedrowego drewna i opalanych drewienek. Nie będzie to zapach dla każdego, ale na taką pogodę, chociaż nie kojarzy się z czasem świątecznym, będzie w sam raz. Jak siwy dym.
