Nie będę smęcić, ale pogoda jaka jest każdy za oknem widzi. Dramat, pogania dramat. Nie raz i nie dwa, o tej porze roku, byłam już zazwyczaj muśnięta słońcem. W zeszłym roku łapałam opaleniznę mimowolnie, ponieważ długie spacery z dzieckiem i ekspozycja na słońce robiła swoje. Dotleniałyśmy się, łapałyśmy witaminę D i letnią już opaleniznę. W tym roku braki we wszystkim. Nawet spacerów jakoś mniej, bo jak wyjść np. dziś na spacer, kiedy za oknem śnieżyca ;) Postanowiłam nie czekać dłużej i wyciągnęłam z szafy słoneczne wspomagacze. Na pierwszy rzut poszła (nowa dla mnie) Pianka pHenomenal od Vita Liberata.
Vita Liberata
pHenomenal 2-3 Week Tan Mousse (Medium)
Dzięki technologii pHen02 pianka umożliwia osiągnięcie wspaniałego efektu naturalnie opalonej skóry, który pojawia się już w trakcie jednorazowej aplikacji preparatu, a rezultaty stosowania widoczne są nawet do 2 - 3 tygodni. Efekt zostaje utrwalony w czasie 4 - 8 godzin od zastosowania pianki oraz co jest równie istotne, znika stopniowo i równomiernie. Kosmetyk zawiera w swym składzie wyciąg z aloesu zwyczajnego, który działa na skórę kojąco i nawilżająco, witaminę E oraz ekstrakt z ogórka zapobiegające przesuszaniu, ponadto wzmacniają barierę naskórkową i napinają skórę. Zastosowany w piance Moisture Locking System po aplikacji zapewnia odpowiednie nawilżenie skóry nawet do 72 h. Flash Dry gwarantuje szybkie wysychanie produktu.
Przed przystąpieniem do zabiegu, producent zaleca wykonanie wcześniejszego peelingu skóry. Przed pianką nie należy stosować żadnych kosmetyków nawilżających. Dodatkowo (najlepiej) powinniśmy zaopatrzyć się w specjalną rękawicę do aplikacji produktu, która. Często można kupić taki zestaw w promocji. Dzięki rękawicy zabieg będzie przyjemny i łatwy w wykonaniu, ale co najważniejsze nie pobrudzimy sobie skóry dłoni. Po skończonym zabiegu, rękawica doskonale dopiera się przy użyciu wody i mydła.
Piankę nakładamy na skórę okrężnymi ruchami. Na dłonie, stopy, kolana i łokcie, stosujemy mniejszą ilość produktu, gdyż strefy te szybko łapią kolor i później mogą okazać się dużo ciemniejsze. Po zakończeniu aplikacji, warto jeszcze dodatkowo przetrzeć te miejsca wilgotną ściereczką. Ważne, by przed aplikacją dobrze wstrząsnąć buteleczką i wymieszać piankę. Po upływie 4 - 8 godzin, spłukujemy delikatnie letnią wodą. Po pierwszej kąpieli pianka widocznie zmywa się ze skóry, jednak pozostawia już delikatny kolor. Przedłużenie efektu osiągniemy, gdy zastosujemy kosmetyk jeszcze przynajmniej 2 razy w odstępach od 6 do 24 godzin.
Pianka Vita Liberata to dla mnie samoopalający cud ;) Wydobywamy ją z opakowania już zabarwioną, więc w czasie aplikacji mamy kontrolę nad tym, gdzie dokładnie już zawędrowała. Aplikowana rękawicą, wchłania się błyskawicznie i nie pozostawia na skórze klejącej warstwy. Zapach jest delikatny i nie utrzymuje się na skórze. Nie mamy do czynienia z nieprzyjemnym smrodkiem, który zazwyczaj towarzyszy tego typu produktom. Opalenizna, w zależności od ilości aplikacji wychodzi bardzo delikatna lub delikatna mniej ;) Wymywanie się produktu ze skóry następuje w sposób bardzo płynny, równomierny i bez niepotrzebnych plam. Jestem niesamowicie zadowolona z efektów jakie pianka potrafi wyczarować na mojej skórze.
Nie jestem mocna w rozkładaniu składu na czynniki pierwsze i robię to rzadko. Warto jednak zauważyć, że pianka bazuje na wodzie aloesowej i zawiera witaminę E, wyciąg z ogórka, wyciąg z oczaru wirginijskiego, wyciąg z morszczynu pęcherzykowatego, wyciąg z papai, wyciąg z granatu, wyciąg z malin, wyciąg z liczi, wyciąg z lukrecji, wyciąg z winogron, wyciąg z miłorząbu japońskiego, barwniki i dosłownie kilka chemicznych substancji. Wymienione powyżej ekstrakty są pochodzenia naturalnego/organicznego i posiadają certyfikat Ecocert.
Bezsprzecznie pianka Vita Liberata to jak do tej pory najlepszy produkt samoopalający, jaki miałam okazję używać. Myślę, że nawet osoby, które do tej pory obawiały się nabywać opaleniznę w ten sposób, będą z niej zadowolone. Co jeszcze polecicie mi z oferty Vita Liberata?

