Pierwszy post po bardzo długiej przerwie, będzie niestety mało ambitny. Prawdą jest, że im dłużej się człowiek ociąga z pisaniem lub pisanie w życiu codziennym schodzi na okrutnie daleki plan, tym trudniej do tego wrócić. I tak sierpień zaczął się remontem kuchni (który trwał blisko 3 tygodnie!), w międzyczasie byłam w szpitalu i dochodziłam do siebie. Później ogarniałam mieszkanie, bo 'aneks kuchenny' był wszędzie, tylko nie tam, gdzie być powinien. Ostatecznie przyszedł wrzesień i czas mojego powrotu do pracy, przeplatany kolką nerkową. Jest październik... niesłychane jak ten czas biegnie.
Przed ten długi czas mojej 'postowej' nieobecności tutaj, nie stroniłam od kosmetyków. Oczywiście czasami używałam ich więcej, czasami mniej. Zawitało u mnie też dużo nowości ;)
We wrześniu, podobnie jak wiele dziewczyn, dostałam sympatyczną paczkę z kosmetykami Lirene i Under Twenty, a prócz tego jeszcze kilka przydatnych gadżetów.
We wrześniu (również) mój mąż biegał maratońskie kilometry w Berlinie i przy tej okazji przywiózł mi z drogerii DM zapas kosmetyków Balea.
Z początkiem października skorzystałam z promocji w Rossmannie i przytargałam do domu osławioną już serię z liśćmi manuka firmy Ziaja.
Moje szafki wzbogaciły się też o kilka kosmetyków z serii Planet Spa firmy Avon. Za wszystkie zapłaciłam aż 3 zł ;)
Na Allegro upolowałam moje ulubione serum Babuszki Agafii, a od ofeminin.pl dostałam do przetestowania olejek z Bielendy.
Z blogiem czy bez, życie kosmetyczne toczy się dalej ;) Mam nadzieję, że teraz, kiedy moje życie wraca do normy, będę mogła już bez większych przeszkód, dzielić się z Wami swoimi kosmetycznymi spostrzeżeniami.
