Wygrzebała z czeluści mojej szafki łazienkowej dwa 'czarujące' produkty, które (o ile są stosowane z umiarem!) pięknie 'czarują' moje włosy. Mowa tu o spray'u rozjaśniającym włosy o wdzięcznej nazwie Go Blonder (John Frieda) oraz o polskim, tańszym odpowiedniku Reflex Blond (Joanna).
U mnie są to pozostałości z zeszłej pory letniej, więc z każdej butelki mam jeszcze dobre pół. Stosowałam je naprawdę doraźnie i roztropnie, bo jakby nie było, to nieprzeciętna chemia, która ma za zadanie nadać naszym włosom piękne, słoneczne i "naturalne" refleksy.
Oba produkty działają identycznie, różnią się pojemnością i oczywiście ceną. Za 100 ml Go Blondera trzeba zapłacić w drogerii ok. 50zł (Allegro ok. 30zł), natomiast za Reflex Blond o pojemności 150 ml wykładamy kwotę ok. 7 zł. Go Blonder pachnie ładniej, nie czuć w nim tak tragicznego zapachu rozjaśniacza. Po obu, zaraz po zastosowaniu i wysuszeniu włosów, są one dość tępe i niemiłe w dotyku. Efekt ten znika zaraz po ich umyciu. Zaobserwowałam jednakowe działanie zarówno na ciepło i zimno - nie trzeba suszyć włosów, ani ich podgrzewać, bo włosy i tak się rozjaśniają. Nie będę ukrywać, że zbyt częste stosowanie niszczy włosy, ale jest to chyba zrozumiałe - to nic innego jak rozjaśniacz!
Używałam tych produktów 1-2 razy na tydzień lub dwa, w zależności od tego jak mi się o tym przypomniało. Lepszy efekt uzyskiwałam na tych rozjaśnianych włosach, bo refleksy wyglądały bardziej naturalnie. Nie podobał mi się efekt na odrostach, gdyż nie przepadam na żółtymi odcieniami na moich włosach. Szybko jednak udało mi się doprowadzić kolor do porządku "niebieskim" szamponem z Joanny (wersja profesjonalna). Wobec powyższego, przestrzegałabym dziewczyny z ciemniejszymi włosami. Moje naturalne, to ciemny blond, który w warunkach fryzjerskich rozjaśnia się bardzo szybko.
Co jeszcze zauważyłam? Joanna rozjaśniła mi (na szczęście starą i niepotrzebną!!) koszulkę, więc jeśli będziecie używać, nie zakładajcie ubrań, które nie powinny zostać zniszczone ;) Stało się to wtedy, kiedy nie suszyłam włosów i pozwoliłam im schnąć naturalnie, a mokry "ogonek" leżał sobie na moich ramionach ;)
Nie będę podawać składów, bo wszyscy dobrze wiemy, że nie są to produkty ani zdrowe dla naszych włosów, ani ekologiczne ;) Jednak są na pewno fajną alternatywą dla dziewczyn, które nie chcą farbować całych włosów albo ciekawym trikiem na przeczekanie do kolejnego farbowania.
Oba produkty lubię i zamierzam tego lata wykorzystać je do końca.
Stosowałyście tego typu rozjaśniacze?
Jestem ciekawa Waszych doświadczeń z tego typu produktami :)
