Wprawdzie jesteśmy już za połową sierpnia, ale z uwagi na to, że poza blogiem toczy się normalne, letnie życie, nie miałam jeszcze okazji, by pokazać Wam jakie kosmetyki najbardziej urzekły mnie w lipcu. Było ich oczywiście znacznie więcej, ale postanowiłam wyróżnić tylko te, które rzeczywiście mogę pochwalić i z czystym sercem mogę polecić.
Maybelline, Color Tattoo 24HR, Creamy Mattes (Creme De Nude 93) - po pierwszych zachwytach, musiał przeleżeć w szafce pół roku, bym wróciła do niego ponownie. Pół roku leżał sobie w cieniu i nie wysechł, więc pomyślałam, że to będzie dobry czas, by ten niepozorny żółtek wyszedł na światło dzienne. Używałam go jako samodzielnego cienia i jako bazy, szczególnie pod cienie mające w sobie złoto. Wygląda na oku pięknie, delikatnie solo i bosko migając złotem. Na moich powiekach, trzyma się ostatnio niemal cały dzień.
Cosmabell, Liposomowe serum do twarzy na bazie stabilnej witaminy C - nie rozstaję się z nim i używam namiętnie, tak jak opisałam to w tym poście. Nie trzeba mi nic więcej, poza śliczną, promienną cerą, kiedy mało śpię i niewiele jem ;) Moja cera ma się dzięki temu kosmetykowi coraz lepiej. Ja dzięki niemu, mam się coraz lepiej ;)
Lirene, Peeling enzymatyczny - kiedy moja skóra jest podrażniona i kiedy boryka się z licznymi przesuszeniami, a ja nie mogę się powstrzymać, by zrobić peeling, to ten jest doskonałym rozwiązaniem. Jest bardzo delikatny. Świetnie dogaduje się z wyrzutami atopowymi. Nie pogłębia ich złego stanu, a dodatkowo pięknie oczyszcza skórę. Wprawdzie ja wolę mocniejsze peelingi i lubię zdzierać skórę, ale ten również działa fantastycznie i delikatnie obchodzi się z moją skórą.
I heart Makeup, Death By Chocolate - kiedy moje dziecko jest na tyle łaskawe, że pozwala mi rano, bym choć trochę pokolorowała swoją twarz, to po tę paletkę sięgam najczęściej. Jestem tak pozytywnie zaskoczona jakością cieni z tej palety, że patrząc na to, że nie kosztowała wiele chyba kupię kolejną czekoladę ;) Podobają mi się zarówno cienie matowe i błyszczące. Praktycznie wszystkie trzymają się na oku nienagannie cały dzień. Nie rolują się i nie łączą w czasie rozcierania w jedną, wielką kolorową plamę. Prawdziwej czekolady mi już nie trzeba ;)
Lovely, Holograficzny róż do policzków - wypatrzyłam go po raz pierwszy oglądając jeden z filmów u fokusowanej. Podobno jest łudząco podobny do jednego z róży NARS. Nie mi to oceniać, NARSa nie miałam ;) Róż Lovely ma naprawdę bardzo dobrą pigmentację i nieziemski kolor, który teraz latem, pięknie prezentuje się na policzkach. Nie myślałam, że kolor różowy wymieszany ze złotem, może przynieść mi tyle radości. Wytrzymuje na twarzy, w stanie niemal idealnym, dobre 8 h. Po tym czasie kolor nieco blednie. Jakością i ceną przewyższa inne, bardziej znane produkty tego typu.
I jak Wam się podobają moi ulubieńcy?
Znacie, a może też lubicie te produkty?










