Przyszły nieco cieplejsze dni, a co za tym idzie moja skóra postanowiła sobie iść w całkiem swoim, przeciwnym do mojego kierunku. Gdyby nie to, że ćwiczę silną wolę i staram się nie drapać, to chyba wyglądałabym jak faktycznie obdarta ze skóry. To jest niestety ten czas, kiedy wszystkie sprawdzone sposoby zawodzą. Tak na marginesie, znalazłam podobno godnego uwagi dermatologa i już w najbliższy poniedziałek, udaję się na pierwszą wizytę. Dam znać, jakie rezultaty ona przyniesie ;)
Tak się chwaliłam opanowaną skórą głowy, że zrobiła mi okropnego psikusa. Nawet wczoraj mój mąż stwierdził, że skóra głowy jest czerwona, zaogniona i nie wygląda najlepiej. Jeszcze do zeszłego tygodnia skóra osypywała się z głowy niemiłosiernie. Skończył się mój szampon na porost włosów, przeciwłupieżowy też dobija dna. Okazało się, że będę miała okazję przetestować jeden z szamponów, który polecała mi jedna Pani dermatolog, do której chodziłam jeszcze w ciąży. Ciągle miałam coś nowego do zużycia, a ten z racji tego, że był dość drogi, zawsze zostawał na szarym końcu. Stało się. W końcu testuję szampon przeciwłupieżowy Kerium, w wersji przeznaczonej na łupież suchy.
Szampon przeciwłupieżowy Kerium La Roche-Posay przeznaczony jest do codziennego stosowania. Moja wersja jest przeznaczona dla skóry głowy, która boryka się z łupieżem suchym. Zadaniem produktu jest nie tylko zwalczać objawy łupieżu, ale jednocześnie wpływać na jego przyczynę. Dodatkowo producent składa obietnicę, że z każdym kolejnym dniem stosowania, łupież będzie minimalizowany. Systematyczność stosowania ma również zaowocować zanikaniem nieprzyjemnego świądu i braku blasku włosów. Szampon ma zapewniać głębokie oczyszczanie i pozostawiać uczucie świeżości włosów na dłuższy czas. Wysoka skuteczność kosmetyku ma być spowodowana obecnością w składzie kwasu lipidohydroksylowego (LHA), który ma działanie mikrozłuszczające. Obecność gliceryny i aminokwasów w składzie ma działać na skórę nawilżająco. Regularne stosowanie szamponu powoduje, że skóra odzyskuje fizjologiczną równowagę. Kosmetyk jest przeznaczony do częstego stosowania.
Skład:
Moje pierwsze wrażenia z testowania szamponu LPS są bardzo pozytywne. Oczywiście, że moja skóra głowy pozostawia jeszcze wiele do życzenia, ale co najważniejsze mija mi to okrutne swędzenie skóry, a i łuska zaczyna być już coraz mniej widoczna. Cierpliwość i systematyczność w trakcie stosowania tego typu kosmetyków, to niestety podstawa. Moje pierwsze kontakty z szamponem były stety/niestety codzienne. ‘Stety’, ponieważ każdorazowe mycie głowy daje mi niesamowitą ulgę i ukojenie, wielkie ogniska łuski zaczynają się goić, a ja nie rozdrapuję wszystkiego jeszcze dalej. Pozbywam się zalegającej łuski, stosuję również peeling. ‘Niestety’, bo „za chwilę” trudniej będzie mi utrzymać włosy w świeżości, gdyż moja skóra będzie domagała się właśnie częstego, wręcz codziennego mycia. Po opanowaniu najgorszych zaognień, będę oczywiście mogła poskromić ten proces, w tej chwili postanowiłam jednak skupić się na rzeczy pierwszej, ważniejszej – obecny stan skóry głowy (łuska, strupy i swędzenie).
Wracając do szamponu, jest to kosmetyk, który bardzo łatwo rozprowadza się na włosach i skórze głowy, niezależnie od tego, czy przed aplikacją mieszam go z wodą czy też nie. Jest dość gęsty, kremowy, dobrze się pieni. Osobiście wolę te pieniące się szampony, ponieważ łatwiej jest mi wykonać cały proces mycia włosów, bez ich niepotrzebnego plątania. Tutaj plątania nie ma, przeciwnie włosy rozczesują się już bez odżywki. Myślę, że będzie raczej wydajny, bo naprawdę nie trzeba wiele, bym umyła całe włosy, które obecnie sięgają za ramiona. Zapach szamponu LRP jest przyjemny, nie jest nachalny i nie jest mocno wyczuwalny.
Jeśli używaliście szamponów firmy La Roche - Posay, napiszcie jakie są Wasze wrażenia i jakie efekty udało się Wam osiągnąć. Jestem ciekawa Waszych opinii.
